Obniżka ratingu Polski przez Moody’s z A2 do A3 była pierwszą taką decyzją tej agencji wobec Polski od ponad 20 lat. Sama zmiana nie oznacza niewypłacalności państwa, ani nagłego załamania na rynku obligacji, ponieważ A3 nadal pozostaje oceną inwestycyjną. Stanowi jednak formalny sygnał, że kondycja finansów publicznych pogorszyła się na tyle, aby agencja zmieniła swoją ocenę ryzyka.
W centrum uwagi znalazły się:
🔹 wysoki deficyt sektora finansów publicznych
🔹 rosnący dług
🔹 coraz większe koszty jego obsługi
Istotne znaczenie ma również sposób finansowania części wydatków publicznych. W Polsce funkcjonują bowiem równolegle dwie miary długu, krajowa oraz unijna, a różnica między nimi przekracza 450 mld zł. Właśnie w tej luce między formalnymi regułami krajowymi, a szerszym obrazem zadłużenia, kryje się jeden z ważniejszych elementów analizy Moody’s.
Wątpliwości budzi także prowadzenie polityki fiskalnej w okresie relatywnie dobrej koniunktury. Gdy gospodarka rośnie, zwykle oczekuje się odbudowy bezpieczeństwa finansowego państwa. Utrzymywanie wysokiego deficytu w takim momencie ogranicza pole działania, gdy pojawi się spowolnienie, wzrost kosztów finansowania albo nowy wstrząs zewnętrzny.
Decyzja agencji, którą poznaliśmy przed tygodniem, może mieć znaczenie dla kursu złotego, rentowności obligacji, inflacji i przyszłej ścieżki stóp procentowych.
Rynek bierze pod uwagę znacznie więcej czynników, w tym:
🔹 kondycję gospodarki
🔹 inflację
🔹 działania banku centralnego
🔹 politykę światowych banków centralnych
🔹 ryzyko geopolityczne
Pierwsza reakcja po decyzji Moody’s była spokojna, co nie oznacza jednak, że problem finansów publicznych zniknął.
W dzisiejszym materiale zobaczycie, czym są ratingi, dlaczego ich rola stała się kontrowersyjna po kryzysie finansowym 2008 roku oraz co przesądziło o obniżce oceny Polski. Przyjrzymy się prognozom długu, zobowiązaniom powstającym poza budżetem i możliwym skutkom dla gospodarstw domowych oraz inwestorów. Niższy rating nie oznacza jeszcze kryzysu, ale jest ostrzeżeniem, którego ignorowanie może w przyszłości kosztować znacznie więcej.
Zapraszam
Tomasz Gessner