Banknot w portfelu nie ma prawie żadnej wartości użytkowej. Nie można go zjeść, zbudować z niego czegoś trwałego ani wymienić na określoną ilość kruszcu. Ta możliwość zniknęła w 1971 roku, gdy Stany Zjednoczone zakończyły wymienialność dolara na złoto. A jednak sprzedawcy owego dolara przyjmują, banki przechowują, a rządy pobierają w nim podatki. Jak to w ogóle działa?
Odpowiedź prowadzi do koncepcji pieniądza fiducjarnego, czyli systemu, w którym wartość waluty nie wynika z fizycznych właściwości, lecz z zaufania do instytucji, które za nią stoją. To zaufanie opiera się na porządku prawnym, zdolności państwa do egzekwowania podatków i ostatecznie na przekonaniu, że system będzie trwał wystarczająco długo, żeby pieniądz miał sens jako środek wymiany.
Historia pokazuje jednak, że to przekonanie bywa kruche. Republika Weimarska, Zimbabwe, Wenezuela. W każdym z tych przypadków nie zabrakło waluty jako takiej, lecz instytucji i dyscypliny fiskalnej, które nadają jej wartość. Ale kryzysy z 2008 roku i pandemii pokazują, że elastyczność nowoczesnego systemu monetarnego potrafi uratować całe gospodarki. Gdzie leży granica między tą elastycznością, a początkiem zagrażającej systemowi spirali zadłużenia? Prawdę mówiąc nie wiem, czy ktokolwiek zna precyzyjną odpowiedź.
To pytanie zadawali sobie ekonomiści od stuleci. Keynes widział inny problem niż Hayek, Friedman inny niż Mises i wszyscy mieli rację, tyle że w różnych warunkach. I to prowadzi nas do pytania o rolę złota w świecie, w którym pieniądz jest wyłącznie kwestią zaufania. I właśnie te kwestie poruszam w dzisiejszym filmie.
Zapraszam
Tomasz Gessner