Gdy cena złota spada o ponad 20% od lokalnego szczytu, a finansowe media głównego nurtu znów piszą o końcu hossy na metalach, większość inwestorów detalicznych robi to samo – sprzedaje. Wolumen odpływów z największych ETF-ów na złoto i srebro osiąga poziomy, które historycznie pojawiały się w okolicach dołków. Znam ten widok i wszystko wskazuje na to, że tym razem jest tak samo.
Co robią najwięksi? NBP poinformował o kolejnych zakupach – rezerwy złota wynoszą już 613 ton. Ludowy Bank Chin zwiększa zasoby 18. miesiąc z rzędu. Ich decyzje nie są podejmowane w emocjach, bo banki centralne patrzą na długie lata, a nie na kolejne kwartały.
Ostatni odczyt danych o zatrudnieniu w USA wywołał wyraźną reakcję. 172 tysiące nowych miejsc pracy poza rolnictwem – dwukrotnie powyżej prognoz – i oczekiwania na obniżki stóp przez Fed momentalnie się rozmyły. Silniejszy dolar to zwykle presja na złoto. Tyle że warto się zastanowić, ile w tych liczbach jest prawdziwej gospodarki, a ile efektu statystycznego związanego z czerwcowym Mundialem rozgrywanym właśnie w USA, Kanadzie i Meksyku. To pytanie, które zadaję sobie od momentu publikacji raportu.
Z rynku kontraktów terminowych płyną równie ciekawe sygnały. Liczba otwartych pozycji na papierowym złocie skurczyła się o ponad 40% względem szczytów ze stycznia i lutego. Kapitał spekulacyjny w większości już wyszedł. Zostali ci, którzy nie zamierzają wychodzić szybko.
Żeby zrozumieć, co dzieje się teraz, trzeba spojrzeć na powtarzający się schemat: głośna panika, potem cisza, dalej akumulacja przez tych, którzy wiedzą, czego szukają. Każda faza ma swoje sygnały, ale i swoje pułapki. Gdzie jesteśmy teraz i co z tego wynika? Właśnie temu przyglądam się w najnowszym filmie.
Zapraszam
Tomasz Gessner